Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2014

Życie mimo wszystko

Rozdział 7
Po piętnastu minutach, ubrana w zieloną piżamę, rozścieliłam sobie posłanie na podłodze, obok akwarium w pokoju Shauny. Usiadłam na poduszce i wpatrywałam się w złote rybki. Do pokoju weszła Shauna. - Nie przychodzi ci do głowy, jakim cudem zmieniłam się z powrotem w człowieka i co znaczyły te wizje? - spytałam. Shauna zamyśliła się. - Nie bardzo. Ale jeśli nie padniesz po pół godziny ze zmęczenia, to możemy poszukać trochę w necie. Może też przypomnisz sobie coś więcej? - zaproponowała. - Dobra. Shauna postawiła laptop na dywanie i usiadła obok mnie. - Myślisz, że kamień miał coś wspólnego z twoją wizją? - Jaki kamień? - spytałam zdezorientowana. - Ten, przy którym usiadłaś. - Wątpię. - A te iskry? - Shauna, może najpierw znajdziemy coś na temat wizjii? Ten temat wydaje się być łatwiejszy. No bo porównaj: moja przyjaciółka kilka tygodni po śmierci, znów stała się człowiekiem, a z jej dłoni sypały się iskry vs co to wizje? - Dobrze mówisz. Ja wezmę słownik. Poszukam hasła wizje, czy…

Życie mimo wszystko

Rozdział 6




Moje policzki nabrały rumieńców, czułam pod stopami piach i kamienie. Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia. Biała sukienka (całkiem mokra) przylegała do nóg. Wybiegłam na brzeg i pisnęłam. Jak to możliwe? - Boże – wyszeptałam i poczułam, że kręci mi się w głowie. Usiadłam przy najbliższym kamieniu. Poczułam chłód. Pokręciłam głową. - To jakieś wariactwo.. Najpierw umieram, a po kilku tygodniach, w czasie burzy znów staję się żywa – pomyślałam. Zaraz potem oślepiła mnie jeszcze inna myśl. Gdzie będę mieszkać? Co ja ze sobą zrobię? Będę musiała się ukrywać? - Przecież całe miasto wie, że ZoeyRosanne utopiła się w jeziorze... Rozpoznają moją twarz w ciągu sekundy. Może jeszcze wyślą mnie do laboratorium i będą przeprowadzać doświadczenia, jakim cudem powstałam z martwych. Ale przecież moje ciało chyba ciągle leży na cmentarzu? A może... - przerwałam rozmyślania, bo moją głowę przeszył okropny ból. Miałam wrażenie, że coś rozsadza moją czaszkę od środka. Złapałam się za głowę. Ból b…

Cztery ściany

Tak długo siedziałam w tych czterech kątach,
pomiędzy bezsensownymi ścianami, które ograniczały
mój wzrok. Nie dały mi ujrzeć blasku gwiazd o północy.
Mogłam się pożegnać z chłodnym powiewem wiatru.
Wiruję po środku, jak w transie.
Odbijając się od ścian.

Ograniczyły moją widoczność, że nie sposób
już coś zauważyć. A tak długo marzyłam o blasku
księżyca na mojej skórze. Straciłam szansę dawno temu.
Wiruję po środku, jak w transie.
Wiruję między ścianami, pozbywając się obłędu.

Ale on nie chce zniknąć, obejmując mnie coraz bardziej.
Zaczynam znikać, nie zauważając nic pięknego.Straciłam swoją szansę
dawno temu.
Tak długo siedziałam w tych czterech kątach, pomiędzy
zwartymi ścianami. Litość znajduję we śnie, gdzie widzę wszystko.
Ale i tak,
wiruję po środku, jak w transie,
odbijając się od ścian.
Tracąc szansę za każdym razem.

Werqa Ju

Życie mimo wszystko

Rozdział 5
Anka już mi spieszyła z odpowiedzią. Rzuciła się do małego i kucnęła przy nim. Chwyciła go za policzki i powiedziała przesadnie słodkim głosem: - Ojejejejejciu! To naś malutki kolega! Cio tam u ciebie? Jak tiam jeśt w tym oklopnym domu dziecka, co? Chłopiec jakoś wyrwał się z jej objęć i schował się za nogi wujka. - Idź sobie – powiedział cicho. Jakoś poczułam sympatię do tego dziecka. - Już cię lubię – powiedziałam zlatując z regału i stając za kanapą. Wiedziałam, że mnie nie usłyszy, ale... Prawie dostałam zawału, gdy chłopiec spojrzał prosto..... centralnie ...... na mnie i odpowiedział: - Ja ciebie chyba też. Wmurowało mnie w ziemię, choć unosiłam się trochę nad nią. - Jak?! - pomyślałam. - Jak to możliwe, że on mnie słyszy i widzi?! Może trzeba będzie znaleźć jakąś książkę czy coś...? - Co mówiłeś? - spytała ciotka. - Nic, nic – odparł zmieszany chłopiec. Chyba jedynie wujek miał trochę rozumu i zaproponował: - Może powiesz jak masz na imię? - spytał uśmiechając się pokrzepiająco. C…

Kilka małych cudów

Usiądę przed oknem, by podziwiać, to co się napatoczy, ale nic nie widzę. Proszę, rzucaj kamieniami w moje okno i wskaż palcem niebo, bym spostrzegła to co lepsze i wbiła w nie wzrok.
Chcę zobaczyć piękno tegorocznych gwiazd, ujrzeć eleganckie sklepienie, odziane w granat. Pragnę poczuć szal wiatru, w zawrotnej szybkości.
Rzuć kamieniem w moje okno, bym zobaczyła kilka małych cudów. Bym ujrzała jak zaspany księżyc, mówi "dobranoc". Jak wschodzące słońce otula ludzi swym ciepłem.
Bym usłyszała miłosną piosenkę ptaków, i poczuła wiosenny zapach tulipanów, by orzeźwił mnie jesienny deszcz. Niech płatki śniegu wplączą mi się we włosy, a ja będę przyglądać się zimowemu niebu. Jak marzycielka, która opuściła sen.
I gdy tak będę siedziała przed oknem, lato nadejdzie, a ja zauważę promienie słońca w moich włosach, moja skóra będzie pachniała oceanem. Ale nie patrz na porę roku, rzucaj kamieniami w moje okno, bym zobaczyła kilka małych cudów, póki okno się nie pobije. Póki kawałki szkła nie poranią…

Myśl o dnie.

Zobacz - jaka jestem krucha. Ale istnieje jedno wytłumaczenie. Mogę wysilić się na uśmiech w chwili smutku, ale jestem tylko człowiekiem, rozbijam się, gdy upadam na dno.
Usłysz jak niemo wołam, pomiędzy szlochem. Gdy moje łzy plamią niebo, jestem tylko człowiekiem. Rozbijam się, gdy osiągam dno.
Uśmiecham się w chwili smutku, czasem biorę na siebie za dużo. Odepchnę myśl o dnie. Jestem tylko człowiekiem, więc wypłynę na powierzchnię.
Werqa Ju
Hej! :) Macie tutaj taki trochę improwizowany wiersz. :) Nie będę się jakoś rozpisywać, bo jakoś nie mam dziś weny. Miłego dnia!

Jak człowiek

Czemu istnieją rasy? I tak się zastanawiam, do której należę? Skoro już muszą istnieć... Weź złamany świat, może też trochę romantyzmu i marzeń, bo tego mu potrzeba.
Zdominowany przez rzeczywistość. Bo "biały", "czarny" i "żółty". Człowiek? Weź złamany świat i dodaj trochę mądrości. Filozoficzna jak "biała", odważna i silna jak "czarna". Pomysłowa niczym "żółta", ale mówmy normalnie.
Jak człowiek. Weź okruchy świata, dodaj po trochu z każdego człowieka. I nadaj mu imię, każdego z nas. Okrąż Ziemię, poznaj wszystkich, może to ją naprawi, bo wiecie co? Nasz piękny Dom, zdominowany przez podział i przemądrzałość. Możemy ten świat skleić i poskładać, daj się namówić.
Na trudne zadanie. Krok pierwszy? Skreśl: czarny, żółty, biały. Zacznijmy od początku. Po prostu Człowiek. Proszę, jakie to łatwe? Poskładajmy świat, póki jeszcze można. Teraz na to czas, słyszysz wołanie? 

Werqa Ju

Wszystko, co widzę jest mroźne

Mogę ujrzeć piękne kwiaty, niczym ukoronowanie życia, śnieżne płatki, nic nie znaczący zapach.
Wszystko co widzę jest mroźne, jak ludzkie serce z lodu, jak kartka papieru, z chłodnymi słowami. Jak śnieg, któremu niczego nie brakuje.
Trzymasz mój mroźny wzrok, w swoich dłoniach. Zamarzają. Wszystko co widzę jest mroźne i zimne.
Każdy przedmiot, skuty lodem. Każda rzecz, pokryta śniegiem. Wszystkie szczegóły, które zauważam są lodowate.
Wszystko co widzę jest mroźne, jak niespełnione obietnice, niedotrzymane słowa. Żadna niespodzianka, każdy szczegół skuty lodem.
I jak ta tafla, pokryta śniegiem, prowadząca donikąd. Gdzieś daleko na horyzoncie... horyzont, który widzę, jest mroźny.
Wszystko co czuję jest mroźne. Wszystko co widzę jest lodowate Wszystko co słyszę, pokryliście grubą warstwą śniegu. 

Werqa Ju

Zawsze na zawsze

Kiedy zobaczyłam coś czego nie chciałam usłyszałam wbrew woli
nienawidzę cię już zawsze, na zawsze nie zatrzymam się już zawsze na zawsze
porównywana, ja naprawdę z tym kończę to ja jestem moja tej nocy, to czas
zadzwonię i powiem ci: już nigdy na zawsze my nigdy nigdy nie byliśmy
ja chcę myśleć że zostało tak mało do powiedzenia bo ty się zawsze mylisz. My... nigdy tego nie było.
Ty do mnie mówisz, oni też. Nie słucham, bo nie chcę
Zrozum, już zawsze na zawsze mówią: my... nigdy na zawsze.

Werqa Ju