Przejdź do głównej zawartości

Publikujesz?

Jakby nie dość było, że z całego serca wyczekuję lata, słońce wyszło z samego rana dosłownie na piętnaście minut, a potem zniknęło pod warstwą chmur, ukrywając się przez resztę dnia.

Witam was tym pozytywnym akcentem!

O czym możemy pomówić dzisiaj? O tym, o czym obiecałam się wypowiadać.
Czyli kiedy publikować, a kiedy swoje dzieła zachować w szufladzie?

Nie wiem, ale się wypowiem!

Zacznijmy od tego, że publikować możemy w różnych formach. Możliwe jest wysłanie swojego tekstu do jednej z młodzieżowych gazet, czasopism literackich, które zwykle chętnie przyjmują kilka akapitów od początkujących, jeśli tylko propagują postęp i samokształcenie. No, nie zawsze, ale warto próbować. Oprócz ucieczki do papierowych opcji, możemy założyć konto na jednym z serwisów internetowych takich jak:
* Wattpad,
* Sweek,
* Blogspot (lub każda inna platforma oferująca założenie własnej strony),
* Tumblr,
* Facebook (dla odważnych, warto pisać pod pseudonimem).




A jak wiadomo, krytyka czy hejt, nie ważne, w internecie, zakątku anonimowości są o wiele bardziej powszechne i o wiele bardziej ostre.

PUBLIKUJ, GDY:
- wiesz, że umiesz znieść krytykę i hejt. To najważniejszy wyznacznik ze wszystkich. O ile konstruktywna krytyka, jak w nazwie, zawiera wytłumaczenie oraz usprawiedliwienie zajmowanego stanowiska, tak hejt jest kompletnie bezpodstawny i przepełniony nienawiścią, jak wszyscy wiecie. Każdy nowicjusz z wielką nadzieją czeka na ten pierwszy, wydawać by się mogło - wyjątkowy komentarz, który ostatecznie może okazać się hejtem, a to z kolei łatwo zniechęca. Musisz być świadomy, że nie wszystkim spodoba się twoja praca.

- pragniesz się doskonalić. Ludzie, którzy na starcie uważają swoje prace za wspaniałe perełki nigdy za daleko nie zajdą. W każdym dziele można coś poprawić, a skoro jesteś początkujący, warto pytać o opinie kogoś innego niż znajomi, którzy w 90% przypadkach słodzą i słodzą. Nie możesz obrażać się tylko dlatego, że ktoś bardziej doświadczony zwróci ci uwagę na popełniony błąd.

jesteś na to gotowy. He, banalnie brzmi i jakoś bardzo ogólnikowo, prawda? Chodzi głównie o to, by mimo wszystko być pewnym siebie i wrzucić tekst do wiadomości publicznej z pełną świadomością każdej literki, spacji i przecinka. Żebyś się, żółtodziobie, później nie wstydził, jeśli na twoją pracę natchnie się ktoś znajomy.

- zawierasz choćby minimalną wiedzę na temat zasad interpunkcyjnych. Bez takiej podstawy jak przecinek przed "że", na pewno nie ruszysz.

⟵⟶

Na dzisiaj to tyle. Wypowiedziałam się, może pomogłam, może nie. Dajcie znać w komentarzu, czy zdecydowaliście się kiedykolwiek na publikację swoich dzieł!

Buziaki,
ja.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Książka o promyczku

Jeśli kiedykolwiek chciałeś poddać się tylko dlatego, że było trudno, powinieneś przeczytać wspaniałe dzieło Kim Holden. Książka chwyciła mnie za gardło, przydusiła, a na koniec wywołała niemożliwy do powstrzymania potok łez.

Masz przed sobą taki krajobraz:
jezioro, chmurne popołudnie. Na pomoście siedzi dziewczyna z nogami podkulonymi pod samą brodę i kiwa się w tył-przód jakby miała chorobę sierocą. Szara przestrzeń otacza ten samotny punkcik, mimo że w około turyści na kocach łudzą się o trochę słońca. Po twarzy bieduli strumieniami płyną łzy, sprawiając, że wygląda szalenie nieatrakcyjnie, ale co tam. 
Pytanie: Co tak naprawdę robi?
Odpowiedź: Czyta najpiękniejszą, najbardziej nieziemską książkę jaką mógł wymyślić człowiek.
Właściwie, może Kim Holden nie jest człowiekiem? Może jest wszechwiedzącą maszyną do pisania wyrywających serca powieści? Może jej życiową misją jest uczenie nas, [SPOILER ALERT] że tak naprawdę to nie śmierć jest najważniejsza?



Z inspiracją na co dzień

Dziś przedstawię wam mój pomysł, na udekorowanie najzwyklejszej tablicy korkowej. U mnie przeważają inspiracje i motywacje oraz złote myśli, zdjęcia.


Niby taka malutka broszka, a inspiruje. To symbol, który rozpozna każdy zacięty miłośnik książek. No więc, na mojej tablicy zawsze znajdzie się coś, co 'powie mi', że mogę być w czymś lepsza, że dam radę, że każdy ma w sobie prawdziwą odwagę, nawet najbardziej skrywaną.


Bardzo często miewam takie chwile, że nie umiem iść z podniesioną głową, i mówię sobie, że jestem okropna, że nie umiem pisać wierszy, pływać, śpiewać, robić zdjęć. Wydaje mi się, że kiedyś wspominałam wam o tym, iż wygrałam konkurs literacki. Więc czytam sobie e-mail od organizatorki konkursu, który wydrukowałam.


Tak, właśnie śpiew. Z tym mam największy problem, ale powiedziano mi, że jeśli muzyka pochodzi prosto z serca, to nie może się nie udać. Że najważniejsze jest, iż w piosence jest moja dusza, moje uczucia, moje słowa. I muszę sobie zaufać, pozwolić by …

Opowiadania i szczęśliwe zakończenia

Myśl dnia: ten moment, gdy czekolada kawowa smakuje bardziej kawą niż sama kawa.Czytałam ostatnio opowiadania, które publikowałam na blogu jakieś 2-3 lata temu. Gdybym nie miała zakwasów po wuefie, facepalm goniłby facepalma (taka ja światowa). Dobiło mnie szczególnie zakończenie jednego z nich; typowe, cukierkowe i nie mające prawa bytu. Bo dlaczego słodkie najsłodsze zaręczyny nie mają sensu (nie pytajcie które to opowiadanie, tak bardzo się wstydzę)? Powiem tak:
¿ Kiedy ktoś mi się kiedyś oświadczy, na pewno kichnę i opluję pierścionek, jak i samego faceta.
¿ Piętnaście razy dziennie potykam się na prostej drodze i wcale nie wpadam w ramiona księcia.
¿ Kawa z automatu nigdy nie jest idealnie aromatyczna, bardziej przypomina 3/4 wody zmieszane z 1/4 kawy, ale przed dodatkowymi zajęciami wszystkim się zadowolę.
¿ Po pokonaniu złego demona (to tylko odniesienie do opowiadania), nikt nie będzie myślał od razu o weselu. Raczej bohater będzie borykał się z traumą, ups.Nic nie jest ideal…